5 problemów przy wchodzeniu na rynek web-to-print i jak sobie z nimi poradzić

people-314481_1280Codziennie mam bezpośredni – przynajmniej tak bezpośredni, jak łącze telefoniczno-internetowe na to pozwala – kontakt z naszymi klientami. Pomimo, że do każdego z nich podchodzimy w IWARE  indywidualnie, to z czasem łatwo zauważyć, że problemy z którymi się zmagają – zwłaszcza na początku –  można zawęzić do pięciu podstawowych grup. Dzisiejszy wpis postanowiłem zadedykować drukarniom, które dopiero stoją w progu rynku web-to-print, nieśmiało spoglądając na swoją przyszłość zza lekko uchylonych drzwi.

To, co rzuca się w oczy po pobieżnym przejrzeniu poniższej listy, to fakt, że wszystkie z problemów można rozwiązać za pomocą worka pieniędzy. Im większy problem, tym więcej trzeba wydać. Wiem natomiast, że ostatnią rzeczą, do której chcą sięgać debiutanci rynku w2p, jest portfel. Często też najzwyczajniej nie mogą. Postaram się więc w nieco bardziej kreatywny sposób odpowiedzieć, jak przy naprawdę niewielkim nakładzie finansowym, można poradzić sobie z trudnościami czyhającymi na początkujących. Zatem zaczynajmy:

  1. Brak czasu – sporo naszych klientów znalazło czas na założenie drukarni dopiero po pół albo nawet po roku od pierwszej rozmowy handlowej. Przestaliśmy owe „brak czasu” traktować jako wymówkę. Wiemy, że drukarze i właściciele drukarni muszą się zmagać z jego brakiem. Lepiej, żeby w firmie brakowało czasu, niż pieniędzy ;) W takich więc sytuacjach nie naciskamy, bo wiemy z doświadczenia, że bez poświęcenia minimum czasu, wejść na rynek w2p jest niełatwo. Dlatego jako pierwsi zaproponowaliśmy w pełni automatyczny system, którego uruchomienie i dopasowanie do własnych potrzeb nie zajmuje wiele czasu. Niska cena miesięcznego abonamentu i 30 darmowych dni sprawia, że wdrażanie rozłożone nawet na kilka miesięcy nie zmusi do rozbicia świnki skarbonki.
  2. Brak znajomości systemów web-to-print – o tym, czym kierować się przy wyborze i jak się nie zawieść, pisałem tutaj. Załóżmy więc, że mamy przynajmniej w przybliżeniu sprecyzowane oczekiwania wobec systemu. Sprawdzenie wszystkich dostępnych na rynku byłoby bardzo czasochłonne. Teoretycznie. W praktyce natomiast można to zrobić przynajmniej trzy razy w roku na targach poświęconych rynkowi w2p. Najbliższe i zarazem największe – RemaDays – odbędą się za kilka dni w Warszawie. Targi to doskonała okazja by sprawdzić na własne oczy, co mają do zaoferowania najlepsi w branży i zobaczyć, co robi konkurencja. Dla tych, którzy nie mogą pozwolić sobie na wyjazdy pozostają darmowe okresy testowe oprogramowania. Sprawdzenie, nawet jednego systemu, przybliży korzyści z jego posiadania. Najszybszym oczywiście sposobem jest zaczerpnięcie opinii znajomych z branży – jest to bardzo popularny sposób, bo sporo naszych klientów trafia do nas właśnie „z polecenia”.
  3. Brak umiejętności programowania HTML/CSS – wszystkie systemy oferują szablony, które można modyfikować w łatwy sposób, z minimalną znajomością programowania. Żeby wyróżniać się na tle konkurencji sama zmiana banera nie wystarczy. Pomimo, że layouty, które oferujemy w iwarePRINT można dostosować w bardzo swobodny sposób, to znajomość chociażby podstaw kodowania otwiera praktycznie nieograniczone możliwości edycji wyglądu frontend’u czyli tego, co widzi klient na swoim ekranie. I chociaż uwielbiam patrzeć na to, co zdolni koderzy są w stanie zrobić z ostatecznym wyglądem internetowych drukarni, to wiem, że brak programisty w firmie nie zamyka drzwi do odniesienia sukcesu. Warto przede wszystkim skupić się na rzeczach najważniejszych – sprawnej obsłudze i dobrym produkcie.
  4. Obawa przed nasyconym rynkiem – rynek web-to-print w Polsce jest młody i daleki od nasycenia. Wiele początkujących drukarni zapomina jednak jak ważnym w odniesieniu sukcesu jest skuteczne pozycjonowanie i dobrze skoordynowana kampania marketingowa. Coraz częściej spotykanym rozwiązaniem jest prowadzenie, obok drukarni głównej, drukarni „córki” – oferującej np. wyłącznie wizytówki. Taka specjalizacja pozwala łatwiej pozycjonować produkt i skuteczniej dotrzeć do klienta. Nie musi to nieść za sobą podwójnych kosztów – w iwarePRINT jest to tylko kwestia dodatkowego modułu – Multidrukarni-Resellera.
  5. Brak pieniędzy – są osoby, które próbując ciąć koszty wybierają platformę sprzedażową zrobioną naprędce w akademiku. Z relacji naszych klientów wiem, że takie rozwiązanie się nie sprawdza i są to najczęściej pieniądze wyrzucone w błoto. Z pomocą przychodzi model SAAS, gdzie nie ma opłaty licencyjnej i wiąże się ono jedynie z niskim miesięcznym abonamentem. Co więcej, tani nie musi oznaczać słaby – dobierając komponenty systemu do własnych potrzeb można znacząco zredukować jego cenę, zbliżając się do wysokości średniego miesięcznego rachunku za telefon komórkowy.

 

Jak widać, z tymi najpopularniejszymi problemami można sobie poradzić umiejętnie balansując posiadanymi środkami – czasem i budżetem i jedynie absolutny brak tego pierwszego może być realnym powodem do odkładania wejścia na rynek web-to-print w przyszłość. Życzę więc ogromnych budżetów, albo chociaż odrobiny czasu – i do dzieła!

 

 

O autorze
Paweł Dużalski

W iwarePRINT zajmuje się wsparciem technicznym, testowaniem oprogramowania, zarządzaniem projektami związanymi z rozwojem klientów, analizą rynku web-to-print i administrowaniem bloga.

Podziel się wpisem:

KOMENTARZE

komentarzy