Miskoncepcja końca wdrożenia

finish

Biorąc udział w blisko setce wdrożeń systemów web2print, miałem okazję kooperować prace z różnymi klientami. Jedną z zasadniczych różnic między tymi, którzy odnoszą sukces a tymi, którzy go nie odnoszą jest podejście do samego wdrożenia.

Ci ambitni, już na starcie, wdrożenie traktują jako proces konieczny i ważny, ale też niejako drugoplanowy. Głównym pytaniem jest „kiedy będziemy mogli sprzedawać?” Widać to również, gdy z dużą swobodą wstępne założenia odnośnie funkcjonalności ulegają zmianie i część z nich jest odkładana lub nawet wykreślana z listy, jeśli nie są kluczowe, a mogłyby opóźnić start. Mają oni jasny plan dokąd zmierzają, a narzędzia jak iwarePRINT pozostają środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie.

Misconception – (z j.ang.) błędne przekonanie, błędne wyobrażenie, niewłaściwe zrozumienie

Wdrożenie

IWARE kiedyś było firmą wdrożeniową, tzn. budowaliśmy praktycznie od podstaw dedykowane systemy dla każdego z klientów osobno. Od panelu administracyjnego po front sklepu. Cały ten proces, wliczając projektowanie i dopasowanie systemu pod procesy technologiczne danego klienta, nazywaliśmy wdrożeniem.

Dziś ten koncept jest trochę inny, bo wdrożenia, dzięki iwarePRINT, dla małych i średnich klientów zwykle opierają się na przygotowaniu i modyfikacji jedynie frontu e-drukarni (skórki) i/lub dodaniu drobnych funkcjonalności. Wdrożenie dużych klientów także nie różni się znacząco.

Dziś IWARE nie jest firmą wdrożeniową, ale termin ten pozostał w naszej nomenklaturze i generalnie oznacza przygotowanie systemu i drukarni do sprzedaży online.

Koncepcja końca wdrożenia

Pierwszym objawem myślenia o końcu wdrożenia jako całkowitym zakończeniu prac jest podejście “poustawiam wszystko i będzie samograj”. Często jest ono powiązane z brakiem pomysłu lub nawet zarysu koncepcji “co dalej?”. A właśnie posiadanie odpowiedzi na pytanie “co po wdrożeniu?” jest kluczowe w osiągnięciu sukcesu.

W dużej części systemów, które właściciele drukarni wdrażają samodzielnie (obowiązkowo po pracy, w godzinach nocnych;) widoczne jest podejście “skończę to i mogę wracać do drukowania”.

Bierze się ono z powodu błędnej koncepcji końca wdrożenia i braku wizji “co dalej”.

Miskoncepcji końca wdrożenia często towarzyszą poniższe objawy:

Przeciąganie się wdrożenia. Uruchamianie systemu przez rok, jako zajęcie dodatkowe sprawia, że serwis dezaktualizuje się. Mamy w iwarePRINT klienta który uruchamia serwis około 1,5 roku, po godzinach. Dosłownie. Jeśli jeszcze rok temu sklep wyglądał całkiem przyzwoicie, to w przeciągu ostatniego roku internet zmienił się na tyle, że dziś patrząc na ten serwis wydaje się on po prostu brzydki i nieaktualny.

Dopieszczanie wdrożenia bez końca, to drugi biegun opóźnień wdrożenia. Na myśl przychodzi brzmiące znajomo “jeszcze tylko […] i możemy uruchamiać”. Oczywiście to „jeszcze tylko […]” jest prawie nieskończoną listą „ulepszeń”.

Brak dedykowanej osoby od wdrożenia. Gdy właściciel drukarni zabiera się za wdrożenie to zakłada, że jest to najtrudniejszy okres w całym przedsięwzięciu. Wydaje mu się tak oczywiście dlatego, bo wdrożenie e-commerce jest dla niego rzeczą nową i nieznaną. Zakłada więc, że jeśli wszystko zrobi samemu, to później już będzie z górki, a web2print będzie swoistym samograjem. To tak, niestety, nie działa i okazuje się, że po wdrożeniu nie ma komu zając się sklepem, marketingiem, itd., bo praca po godzinach wtedy już nie wystarcza.

Brak działań marketingowych. Lub nikłe działania. Ich efekt jest bardzo podobny, czyli żaden. Sam baner z promocją na sklepie nie wystarczy żeby zarobić pierwszy milion. Bo kto go przeczyta jeśli ruch na serwisie niewielki?

Brak wytrwałości. Często oczekuje się natychmiastowych rezultatów, a gdy te nie przychodzą, to zaangażowanie, motywacja i zapał opada równie szybko, jak szybko traci się cierpliwość. Trudno wtedy, będąc wpół-wypalonym, podbijać świat.

Poza wdrożeniem

Wdrożenie powinno być niejako “procesem w tle”. Całe te “internety” to złożony ekosystem, więc jeśli ktoś nie ma doświadczenia, to wdrożenie wydaje się trudne. A gdy coś wydaje się trudne, to poświęcamy temu więcej uwagi. Prowadzi to do utraty szerszej perspektywy i niepotrzebnej fiksacji na rzeczach mało istotnych.

Wdrożenie natomiast powinno się wydarzać jako efekt planowania i prowadzonych działań, najlepiej wspólnym wysiłkiem całego zespołu. Nie jako cel sam w sobie. Wtedy jest dużo łatwiejsze i nie przysłania ważniejszych rzeczy – działań marketingowych, umacniania pozycji na rynku i pozyskiwania klientów.

Jednym z rozwiązań może być outsourcing. To jednak temat na osobny wpis – o plusach i minusach zlecania pracy na zewnątrz napiszę przy innej okazji.

Po technicznym końcu wdrożenia, czyli wprowadzeniu produktów, konfiguracji systemu i zadbaniu o wizualny aspekt sklepu, nie przychodzi czas odpoczynku – czas, w którym można zwolnic połowę ekipy i pojechać na wakacje. Wtedy jest czas, w którym należy zająć się “utrzymaniem i rozwojem”, równocześnie zwiększając nacisk na aspekty marketingowe.

Są okresy w których można się mniej koncentrować na wyglądzie sklepu, bo praca w tym elemencie została już wykonana. Ale trzeba do niego wracać od czasu do czasu i metodycznie wprowadzać aktualizacje – wyglądu, funkcjonalności, UX. Tutaj obowiązuje zasada “kto nie idzie do przodu ten się cofa”.

Podobnie ma się kwestia marketingu tyle, że tutaj już nie można sobie robić “przerw”. Działania muszą być prowadzone konsekwentnie i z zachowaniem ciągłości.

Planuj!

Sprzedaż w internecie jest jak wychowanie – to proces, którego poszczególne etapy się kończą, ale on sam trwa. Możesz nastawiać się na szybkie wprowadzenie produktów i “wrócenie do drukowania”, ale to żaden plan. Ciągły rozwój jest nieunikniony, inaczej inni zajmą twoje miejsce.

Prowadzenie e-drukarni nie różni się aż tak bardzo od prowadzenia zwykłej drukarni. Działają tu te same mechanizmy – pozyskiwanie klientów, marketing, budowanie pozycji na rynku. Narzędzia są inne, bo wirtualne, ale mechanizmy są podobne. Nie ma co fiksować się na wdrożeniu, czyli odpowiedniku wirtualnego stawiania hal produkcyjnych – lepiej zawczasu myśleć perspektywicznie i zajmować się wszystkimi aspektami prowadzenia e-biznesu już od samego początku.

Kiedyś pisałem o potrzebie planowania wdrożenia, dziś chciałbym dodać do tego: “zaplanuj co po wdrożeniu!”

 

O autorze
Paweł Dużalski

W iwarePRINT zajmuje się wsparciem technicznym, testowaniem oprogramowania, zarządzaniem projektami związanymi z rozwojem klientów, analizą rynku web-to-print i administrowaniem bloga.

Podziel się wpisem:

KOMENTARZE

komentarzy